fbpx

3 Powody, dla których Sceny Snu Oszukują Czytelnika

Scroll this

Miałam sen.

Śniło mi się, że koleżanka wysłała mi zaproszenie na swoją imprezę, a kiedy na nią poszłam, w ogóle nie mogłam jej znaleźć, po czym byłam w moim domu, który w ogóle nie wyglądał jak mój dom, a na głowie miałam rozbite jajko i ciągle próbowałam z włosów ściągnąć klejącą się substancję, i wszyscy się śmiali, gdy nagle byłam w samochodzie z moją kuzynką i jej koleżanką, ale moja kuzynka nie wyglądała jak ona, chociaż wiedziałam, że to była ona.

A potem się obudziłam.

Jeśli jeszcze czytasz ten artykuł, to gratulacje. Domyślam się, że przyczyną Twojej obecności na tej stronie nie jest mój arcy ciekawy sen, ale nadzieja, że nie bez powodu Ci o nim opowiadam.

Nie marnowałabym przecież Twojego czasu mówiąc Ci o czymś, co nie ma nic z Tobą wspólnego. Szczególnie, że sny mają to do siebie, że są absolutnie abstrakcyjne i opowiadanie ich obcym osobom jest po prostu nudne. I dla Ciebie i dla mnie.

A jednak, kiedy sięgam po moje wcześniejsze teksty (te pochodzące z epoki pra-powieściowej, czyli takiej, kiedy warsztat i technika były słowami, które w mojej głowie kłóciły się z weną i natchnieniem); za każdym razem trafiam na jakąś scenę snu.

Za każdym razem.

Czasem jest to jedna scena. Innym razem bohaterowie jak zaklęci poświęcają tyle samo czasu w świecie snu, ile w świecie wiecznego monologowania.

To samo dzieje się, kiedy czytam teksty młodych, aspirujących i ambitnych. Kiedy fabuła zaczyna powoli omijać bliżej nieokreślony cel, autor decyduje się na zabieg, który ma czytelnika nieco ożywić. Proszę państwa, oto nowa, lepsza rzeczywistość. Witamy w abstrakcyjnej scenie snu.

Problem polega na tym, że większość scen snu do powieści nic nie wnosi. Wręcz przeciwnie – może czytelnik zanudzić na śmierć. Co gorsza, sceny snu oszukują fabularną rzeczywistość. Często, to przez nie bohater odkrywa bardzo istotne prawdy; podejmuje ważne decyzje i poznaje sojuszników, którzy pomagają mu rozwiązać problemy świata realnego.

To sprawia, że bohater nie musi się starać. Jego problemy zostają za niego rozwiązane. Odpowiedzi przychodzą same. Nowe głosy prowadzą go przez ciemny las.

Bohater, który nie musi się starać, to bohater traci uwagę czytelnika. Czytelnik bowiem chce wraz z bohaterem przejść trudną podróż, która będzie wymagać od niego poświęceń i zmian. Jeśli najważniejsze rzeczy dzieją się poza świadomością bohatera, to historia robi się za łatwa.

1. Kiedy bohater śpi, rodzą się demony.

A ich imiona to KLISZA i ŁOPATOLOGIA.

Ale w pierwszej wersji manuskryptu łatwo jest wpaść w ich sidła. Dlaczego tak się dzieje?

Może chcemy, żeby czytelnik dowiedział się o naszych bohaterach jak najwięcej?

Zaczynamy więc opisywać szczegóły dnia z życia X, poczynając od nieznośnego budzika, przez mycie zębów przez „typowe” śniadanie i „zwyczajny” dzień w pracy.

Wszystko bowiem ma znaczenie, nieprawdaż?

Kto wie, co wyczyta czytelnik z długiego monologu wewnętrzego o opiniach politycznych naszego bohatera? Może odnajdzie z nim coś wspólnego? I co z tego, że to wszystko ma niewiele wspólnego z fabułą naszej powieści?

Czytelnik ma przecież mnóstwo czasu…

 

A może chodzi o coś dużo ważniejszego? W snach bohatera bowiem, drzemią odpowiedzi na nękające go pytania. Dylematy moralne rozwiązują majaczące wspomnienia z dzieciństwa, głos zmarłego rodzica, istoty z innych wymiarów.

Sny bohatera pomagają wytłumaczyć czytelnikowi, co dzieje się w naszej powieści. To dzięki snom, bohater zdecyduje się podjąć ważne decyzje. To jego sny sprowokują go do rozwiązania ważnych problemów. Ba, może to dopiero przez szczegółowe opisy snów bohatera czytelnik dowiaduje się, gdzie leży konflikt.

2. TO METAFORA!

Są dwa rodzaje zbędnych snów w powieściach: te, które są całkowicie oderwane od rzeczywistości oraz te, gdzie autor układa wszystkie fabularne puzzle w jedną, spójną całość. Oba są niezwykle męczące, i co tu dużo mówić – dla czytelnika po prostu nudne.

Jeśli sen jest całkowicie oderwany od rzeczywistości i przypomina ten, który opisywałam we wstępie; to czytelnik ma do czynienia z literackim majakiem. Nie ma miejsca na reguły. W głowie bohatera panuje chaos i właściwie w tym chaosie nie wiadomo, czy śmiać się czy płakać. Czytelnik próbuje zebrać w sobie jakieś emocje. Próbuje ogarnąć sercem, bo rozum porzucić już dawno, co się w ogóle w sekwencji snu dzieje.

Bezskutecznie! Autor wręcz z premedytacją kreuje coraz to dziwniejsze obrazy, które w pewnym momencie przestają czytelnika interesować. Jeśli czegoś nie rozumiemy i nie mamy nadziei, że kiedykolwiek zrozumieć będziemy mogli – to mózg zwyczajnie mówi „nie”. Zresztą, przypomnij sobie lekcję fizyki.

Co gorsza, a takich snach nie ma miejsca na realne zagrożenia. Trudno jest wzbudzić napięcie w sytuacji, gdzie wiemy, że bohaterowi nic nie zagraża, bo… śpi. (Inaczej jest, kiedy w scenie bierze udział Freddie Kruger. Wtedy rzeczywiście robi się ciekawie. Ale przyznam, że o ile manuskryptów przeczytałam wiele, to żaden z nich o Krugerze nie wspominał. A szkoda).

Często sam bohater wie, że śni. Wtedy to już w ogóle robi się scena paranoiczna. Czemu bohater nie może się obudzić? I co to zmienia, że w śnie jest świadomy tego, że śni? Zazwyczaj wraz z końcem sceny kończy się również temat. Czytelnik wraca do swojego życia, nieporuszony.

3. Ale są sny gorsze niż literackie majaki. Sny, które pod przykrywką użyteczności, marnują czas. I Tobie i czytelnikowi.

 

Może obawiasz się, że Twój czytelnik nie zrozumie, przez co przechodzi Twój bohater? Nie zauważy problemu, z którym musi się zmierzyć? Nie zrozumie konfliktu?

A może chcesz podkreślić, jak wielki wpływ na bohatera mają wydarzenia w powieści?

Albo po prostu chcesz pobawić się metaforą?

Jeśli odpowiedziałaś/eś „tak” na którekolwiek z powyższych pytań, to jak najszybciej WYWAL SCENĘ SNU, KTÓRĄ NAPISAŁEŚ/AŚ.

Istnieje duże prawdopodobieństwo, że właśnie czytelnika przekarmiasz. Podajesz jak na talerzu informacje, które on już po prostu posiada. Lub, co gorsza, tłumaczysz coś, czego sam mógłby się domyślić. Zmniejszasz przestrzeń, którą mógłby poświęcić na własne rozważania, domysły, opinie.

Myślisz za niego.

Sny, które tłumaczą czytelnikowi, co się dzieje zabijają przyjemność z czytania powieści. Czytelnik chce czuć, że jego obecność w powieści ma znaczenie. Że jego wiedza jest istotna.

A jeśli uważasz, że bez dodatkowych tłumaczeń, czytelnik nie zrozumie, o co chodzi, to musisz wrócić do początku.

Na pewno istnieje jakiś spoób, żeby POKAZAĆ czytelnikowi, co się dzieje, zamiast składać mu raport ze wszystkich wydarzeń. Umieść bohatera w konkretnej scenie. Daj mu przejść jakiś dramat. To zaangażuje czytelnika emocjonalnie w Twoją powieść. Pozwoli mu PRZEŻYĆ to, co się dzieje.

CZYLI ŻADNA SCENA SNU? NIGDY?

Znam wiele książek, gdzie sceny snu nie tylko są udane, ale również świetnie napisane. Ba, istnieją historie, które w dużej mierze bazują na tym, co się w snach bohaterów dzieje. O co więc chodzi?

W tych książkach, sceny snu są dla czytelnika niesamowicie istotne. To, co się w nich dzieje, nie mogłoby się stać nigdzie indziej. Spójrz na filmy typu „Incepcja” lub powieści jak „Alicja w Krainie Czarów”. Nie tylko sceny surrealistyczne czy sekwencje snów są w nich istotne. Są one nierozłączną częścią fabuły i bez nich, bohaterowie nie mogą iść do przodu.

A jeśli chodzi o ich symboliczne znaczenie?

W momencie, kiedy autor zaczyna świadomie tworzyć symbole, przestają być one symbolami. Pozwól historii iść swoim torem i śledź ją z zaufaniem. Tylko wtedy stworzysz coś, co jest większe od Ciebie.

Patrząc na sceny snów w ulubionych książkach, często zauważam, że są niezwykle ekonomiczne. Zamiast rozpisywać się na dziesiątki stron, autor w jednym zdaniu ujmuje istotę snu.

Zamiast tłumaczyć czytelnikowi, że po śmierci babci, bohaterka miała długi sen, w którym ta babcia tłumaczyła jej swoje całe życie; wystarczy, że powiesz: „Pierwszej nocy po pogrzebie X śniła o swojej babci.”

Często, najmocniejsze zdania to te pozornie najskromniejsze. Jaki to był sen? Pokaż jak X zachowuje się rano, a czytelnik sam się domyśli.

Komentarze

Komentarze