fbpx

Czy boisz się redakcji?

Scroll this

Pewnie powiesz, że nie.

Pewnie powiesz, że w przeszłości podeszłaś do swojego manuskryptu, usunęłaś kilka przecinków, poprawiłaś ortografa czy dwa, może dopisałaś scenę…

Cała reszta?

Chciałaś, ale nie było, czego zmieniać. Przecież nie będziesz usuwać fajnych dialogów czy tego interesującego monologu wewnętrznego, w którym główny bohater mówi czytelnikowi o swojej przeszłości. Prawda?

Jeśli proces pisania nieraz uchodzi za niezwykle tajemniczy, to o redakcji nie mówi się prawie w ogóle. Na blogach o pisaniu znajdziesz mnóstwo informacji o tym, jak zacząć pisać powieść. Ale co zrobić, kiedy pierwszy manuskrypt masz już za sobą?

Pisanie jest sexy

W mitologii pisarskiej, proces tworzenia powieści jest często przedstawiany jako romantyczna i porywająca podróż, na którą wyrusza dzielny i natchniony autor.

Na całkowitym odludziu, za drzwiami swojej sypialni, pisarz – prowadzony przez muzę, w bethovenowskim szale wypełnia kolejne strony swojego arcydzieła. Od samego początku bowiem wie, że historia, którą pisze jest ważna, a czytelnicy, których będą miliony, padną z zachwytu.

Ale już po kilku pierwszych kilometrach, obraz podróży ulega dramatycznej zmianie.

Pojawiają się pierwsze zgrzyty, pierwsze wątpliwe dźwięki silnika kreatywności. Bohaterowie zbaczają z głównej ścieżki i wchodzą w bagno dygresji i flashbacków. Pisarz akceptuje je, bo przecież muza i natchnienie, ale powoli zaczyna się zastanawiać, o czym w ogóle jest powieść, którą zaczął pisać.

I czy w ogóle ma sens?

Po trzydziestu stronach pisarz polega po raz pierwszy. Historia przestaje się kleić, bohaterowie opowiadają o jakiś pierdołach, a gdzieś na horyzoncie pojawia się lepszy pomysł.

Niektórzy porzucają powieść dla tego lepszego pomysłu, inni idą dalej. Jednak bez mapy, podróż zaczyna bardziej przypominać błądzenie po lesie późną porą. A czy to las czy dżungla, nikt odpowiedzieć nie umie.

Przez kilka następnych dni/tygodni/miesięcy, pisarz zastanawia się, co zrobił nie tak. Kiedy obraził muzę? Co zrobić, by wróciła?

I tak oto pełny wątpliwości pisarz staje przed pierwszym, wielkim wyzwaniem. Czy siadać do powieści, kiedy w głowie same pustki?

Niektórzy czekają.

Ba, ja sama przeczekałam mnóstwo miesięcy licząc na to, że historia sama przyjdzie do mnie, łasząc się jak głodny kot.

Ale muza jest potworem tak mitycznym jak Loch Ness. Istnieją jakieś pogłoski, pisarze dzielą się relacjami, w których są przekonani, że doświadczyli tego samego natchnienia, które w Mickiewiczu miało obudzić Wielką Improwizację.

I pewnie. Ja też czułam te natchnienie. Czasem nawet nadal je czuję. Ten moment, kiedy palce nie odrywają się od klawiatury, kiedy słowa przychodzą szybciej niż jestem je w stanie zapisać, kiedy wszystko układa się w jedną całość.

Ale gdyby te natchnienie było moim przewodnikiem po ciemnym lesie, to za tysiąc lat nie skończyłabym powieści.

Mimo strachu, który czuje, pisarz wraca do powieści. Jeszcze nie wie, że ten wybór jest najważniejszą lekcją w jego życiu.

Pierwsze kilka miesięcy jest najgorsze. Na drodze pojawia się coraz więcej problemów, na które nie ma rozwiązania. Historia wlecze się jak trup po pustyni. Głowa pisarza nie może być bardziej pusta, a jednak każdego dnia wydaje mu się, że jest w niej coraz mniej. Mniej pomysłów, mniej głosów, mniej słów.

Pierwsze załamanie.

Drugie, trzecie.

W końcu – porzucenie powieści na jakiś czas i znowu wielki powrót.

Za którymś razem panika, jaka dotychczas mu towarzyszyła zostaje gdzieś z tyłu. Rozstania i powroty stają się normą.

Po kilku miesiącach powieść przestaje budzić w nim strach. Pewnie, brakuje tej ekscytacji, którą czuł na samym początku; za to pojawia się coś nowego.

Spokój.

Kolejne kilka miesięcy to ciężka praca, ale pisarz nie poddaje się. Zna dobrze cykl rozstań i powrotów. Wie, jak to jest pisać, kiedy nie ma pomysłów.

I wtedy nadchodzi ten jeden dziwny tydzień.

Powieść przeobraża się w coś nowego. Pisarz widzi to doskonale. Widzi zarys poszczególnych drzew, gwiazdy na niebie.

O ile ziemia przed nim jest całkiem surowa, to odwracając się rozpoznaje swoje kroki.

Widzi ścieżkę.

W lesie nadal jest ciemno, ale pisarz spędził w nim tyle czasu, że właściwie czuje się tu jak w domu. Niektóre miejsca są nadal straszne, ale inne robią się całkiem przytulne.

W końcu, dzielny pisarz dochodzi do końca historii

Przez chwilę nie może w to uwierzyć, ale oto jest: wyjście lasu.

Pisarz stawia pierwszy krok przed siebie, ale zanim wyśle powieść w świat, chce zerknąć jeszcze raz na to, co za chwilę zostawi na zawsze.

Przez chwilę spodziewa się, że las oślepi go blaskiem długo oczekiwanego dnia.

Ale las jest nieporuszenie mroczny.

Pisarz ma dwa wybory. Może wyjść z lasu i zapomnieć o ciemności, którą za sobą zostawił. Zamiast tego, opowie wszystkim o swojej historii, wyśle ją do agentów, wydawnictw. Pod ciepłym kocykiem, poczeka na sławę i pieniądze.

Albo: do lasu wrócić.

Pewnego dnia bowiem przy wejściu do lasu stanie równie odważny i natchniony czytelnik. Jeśli dostanie od pisarza odpowiednią mapę, to wejdzie w najstraszniejszą ciemność. Bez mapy jednak, machnie na las ręką i wybierze ten, w którym się nie zgubi.

Dlatego warto wrócić do lasu.

Pierwszy raz jest zawsze dziwny.

O redakcji bowiem mówi się niewiele, więc często widzę pisarzy, którzy podchodzą do tego procesu trochę jak nauczycielka polskiego do wypracowania. Przyglądają się ortografii i gramatyce poszczególnych zdań, nie mając pojęcia, co jeszcze można poprawić.

Pamiętam moją pierwszą rozmowę z profesjonalnym redaktorem. Miałam wtedy dziewiętnaście lat i wyśmienite opowiadanie za sobą. Z dumą wysłałam je do wydawcy i wydawca odpowiedział. Był absolutnie zachwycony moim tekstem, ale miał do mnie kilkadziesiąt uwag. Większość tekstu była zwyczajnie do wyrzucenia. Poszczególne sceny serwowały czytelnikowi wszystko na talerzu – dobrze by było je rozwinąć, „pokazać”, co się w historii dzieje. Styl podobał mu się bardzo, z wyjątkiem poszczególnych słów. Te wszystkie wyszukane przymiotniki. Czy one dodawały cokolwiek mojej historii?

Po przeczytaniu tych uwag, schowałam opowiadanie do szafki i więcej do niego nie wracałam. Redaktorowi odpisałam. W sposób nader arogancki. Że dziękuję bardzo, ale to jest mój styl i wyślę opowiadanie gdzieś, gdzie pasuje lepiej.

Boże…

Dzisiaj sama jestem redaktorem

I często spotykam się z nastoletnią Kasią. Dostaję mnóstwo manuskryptów, których autorzy po prostu boją się redakcji. Chcieliby, żebym zasugerowała poprawienie kilku błędów, ba, pozwoliliby nawet na usunięcie kilku zdań; ale kiedy sugeruję wielkie zmiany w fabule, to wyjmują swoje tarcze i bronią się „oryginalnym stylem”.

Pisanie powieści jest błądzeniem po ciemnym lesie. Idziesz w jakąś stronę po to, by uświadomić sobie, że nie ma tak niczego, co doprowadzi Cię do końca. Cofasz się, by ruszyć w przeciwnym kierunku, ale gdzieś po drodze zbaczasz w inną stronę, bo może tam…Nie, tam też nie. Ale teraz nie pamiętasz właściwie, skąd przyszłaś. Krążysz i krążysz i krążysz…

Redakcja to powrót do ciemnego lasu, którego zakamarki zdążyłaś już poznać. Teraz, wiedząc, gdzie prowadzą poszczególne ścieżki, możesz stworzyć jedną, prostą drogę z punktu A do B.

To jest droga dla Twojego czytelnika.

Jednak często błądziliśmy po lesie tak długo, że znalezienie tej jednej, prostej drogi zajmie nam dużo więcej niż jeden powrót do lasu. Dlatego redakcja nigdy nie kończy się na drugim drafcie.

Ja też kocham te zdania. Zdania, które są zbędne, ale brzmią tak pięknie

I moje serce kraja się, kiedy muszę się ich pozbyć. Ale jest jedna zasada, która zawsze pozwala mi dokonać dobrego wyboru, jeśli chodzi o redakcję moich tekstów. Jedno pytanie, które zawsze sobie stawiam:

Czy marnuję czas czytelnika?

Jeśli czytelnik nie musi czegoś wiedzieć, a ja właśnie poświęciłam trzy akapity, żeby o tym napisać, to zmarnowałam jego czas.

I o ile te słowa mogą wydać Ci się ostre, to cóż, redakcja nie jest sexy.

Czytelnicy stają przed ogromnym wyborem każdego roku. Tysiące nowych powieści wychodzi na rynek. Co zdecyduje, że wybierze właśnie Twoją?

Szacunek, jakim go obdarzysz.

Jeśli czytelnik wie, że jest w Twojej powieści dlatego, że to, co chcesz mu powiedzieć jest dla niego ważne, to w tej powieści zostanie. Jeśli poczuje, że marnujesz jego czas, żeby połechtać swoje estetyczne ego, to pójdzie do innego pisarza.

Krótka piłka.

 

 

Jakiś czas tego poprowadziłam warsztaty o Procesie Redakcji, „Pierwsza Powieść i Co Dalej?”

Jeśli chcesz kupić nagranie z tych warsztatów, to tutaj znajdziesz więcej informacji na ich temat.

Komentarze

Komentarze