Czym jest “dobra” krytyka?

Jakiś czas temu zostałam poproszona o krytykę fragmentu powieści dla dzieci, nad którą pracuje mój przyjaciel.

To nie jest jego pierwsze podejście do pisania. Wiele razy w przeszłosci próbował opowiedzieć jakąś historię, jednak za każdym razem, gdzieś w połowie tekstu pojawiało się uczucie, które jego historię hamowało. Czasem te uczucie było “pozytywne”: pomysł na lepszą powieść, pomysł na inną formę, pomysł na to, żeby zamiast książki napisać np scenariusz do filmu. Innym razem, uczucie należalo do tych “negatywnych”: zwątpienie, brak pomysłu na dalsze losy postaci, znużenie, brak cierpliwości. Niezależnie od tego, czy uczucie było “pozytywne” czy też “negatywne”, rezultat był zawsze ten sam: mój przyjaciel porzucał powieść, nad którą obecnie pracował i jakiś czas pózniej (czasem natychmiast), zaczynał powieść kolejna.

Krótkie życia jego tekstów nie powstrzymywały go jednak przed proszeniem swojej rodziny i przyjaciól o krytykę. Wysyłal im wiadomości z fragmentami, czytał je na głos podczas wspólnych spotkań. Wszyscy wydawali sie być zachwyceni jego tekstami. Każdy uwielbiał postacie, odnajdywał w prozie humor, chwalił dlugość tekstu (“wow, tak dużo napisaleś!”). Czasem pojawiały sie nieco nieśmiale głosy. “Wiesz, ja się nie znam na pisaniu”, “wiesz, ja za bardzo nie czytam”, ale każde zdanie kończyło się entuzjastycznie “ale to jest super!”

Przyjaciel byl szczęśliwym pisarzem.

A przynajmniej z pozoru szczęśliwym, bo z jakiegoś powodu krytyka, a raczej zachwyty, które slyszał od znajomych i rodziny w pewnym momencie przestały mu wystarczać. Może wydawało mu się, że dobry pisarz zawsze bedzie slyszał pochwały? A może stał się nieco sceptyczny wobec opinii ludzi, którzy rzeczywiście o pisaniu wiedzieli niewiele?

Cokolwiek bylo przyczyną jego decyzji, mój przyjaciel poprosil mnie o krytykę swojego najnowszego tekstu.

Pierwsze pytanie, jakie mu zadałam, to ile tego tekstu ma.

“Cztery rozdziały”, odpowiedział, po czym pokazal mi dokument. Cztery rozdziały. Siedem stron. Póltorej strony na rozdział…Widząc moją reakcję, przyjaciel zacząl się bronić. Ksiązki dla dzieci, zapewniał mnie, mają być krótkie.

Jako, ze tekst był w rzeczy samej krótki, przyjaciel nalegał, żebym przeczytała go natychmiast. Nie pomogły moje zapewnienia, ze lepszą krytykę będę mogła mu dać, jeżeli poswiecę tekstowi więcej czasu. Pewne rzeczy smakują lepiej na zimno.

“To będzie bardzo ogólna krytyka”, powiedziałam. Jego entuzjazm nawet nie drgnął…

…do czasu.

W momencie, kiedy skonczyłam czytać fragment (czyt. całość), oraz po odpowiedzi na pierwsze “co myślisz?”, miałam okazję być świadkiem Wielkiej Przemiany mojego przyjaciela. Cały entuzjazm zginął bezpowrotnie, a na jego miejscu wyrosła wysoka, kamienna sciana.

Jego tekst, moim zdaniem wymagał pracy. Wiele pracy.

Był w nim humor, to prawda, ale czesto humor wydawał się istniec dla samego humoru. Dobrze jest rozbawić czytelnika, ale to musi wynikać z jakiejś sytuacji, która jest dla calej powieści ważna. Jeżeli tekst jest zlepkiem śmiesznych sytuacji, które nic ze sobą właściwie nie wiąże, to czytelnik zanudzi sie na śmierć.

Sam pomysł na powieść nie był zły, ale na etapie, na którym mój przyjaciel sie znajdował, pomysł byl jedynie kolekcją kosci. Zaczełam mówić o tym, jak musi znaleźć więcej tych kości i wtedy zacząć budować jakiś szkielet. Wtedy dopiero będzie miał ogólny zarys tego, co w powieści ma sie stać. Jaka zmiana w powieści zachodzi? Bo na razie nie dzieje się nic…

We fragmencie czas i miejsce praktycznie nie istniały. Rozdział mógl trwać godzinę, miesiąc albo i rok. Nie było żadnych wskaźników, które sugerowałyby czas. W opisach miejsc, których było niewiele, przyjaciel skupiał się na nieistotnych szczegółach. Kanapa była brązowa, a stól czarny. I co z tego?

Większość akcji przedstawiona byla w formie dialogów. Postacie duzo mówily, nie robiąc nic. Pokaż, a nie powiedz. Dialogi muszą coś dodawać, a nie być zastępstwem dla akcji. Czytelnik chce brać udział w tym, co się dzieje.

Każda rzecz, jaką wymieniłam, każdy element, na który zwróciłam uwagę natychmiast zderzał się ze Ścianą. Ale to, co odróżnia zwyczajną ścianę od Ściany, w jaką zamienił się mój przyjaciel to to, ze jedna z nich jest niema. Druga natomiast, nie pozwala Ci dojść do slowa.

Mój przyjaciel próbował mnie przekonać, ze nie mam racji.

Próbował tlumaczyć mi, jaki miał zamiar, co będzie dziać się w powieści pózniej, jak próbował “trzymać czytelnika w napięciu”, “stopniowo wyjawiać pewne informacje”. Że w życiu nie wszystko ma sens i niektóre rzeczy dzieją się przez przypadek. I że przez dialogi czytelnik miał poznać lepiej te postacie. I że humor…

W pewnym momencie zauważyłam, że przyjaciel zwyczajnie sie na mnie obraził. Kusiłam się nawet na to, żeby przeprosić go za krytykę, jaką mu dałam i przyznać mu racje. Ale powstrzymałam sie. Moje intencje były czyste. Chciałam pomóc mu napisać lepszą książke, najlepszą, jaką może. Kłamanie tylko po to, żeby ego mojego przyjaciela pozostało syte, mijało sie z celem.

“Ten fragment nie jest zły”, powiedziałam. “Nad złym fragmentem nie da sie pracować.”

Potem opowiedziałam mu o swoim pierwszym tekscie, który został skrytykowany przez pisarza. Potem, o moim drugim tekście, który byl skrytykowany przez redaktora. Było ciężko. Czułam, że oni mnie nie rozumieją, że nie są czytelnikami dla mojego tekstu. Czułam sie głupio, że w ogóle zdecydowałam sie moimi opowiadaniami podzielić. Czułam sie, jakbym nie była pisarką.

Trzy miesiące pózniej wróciłam do skrytykowanego tekstu. Minęło wystarczająco dużo czasu, żebym zapomniała, dlaczego te opowiadanie było dla mnie takie ważne (w końcu miałam pięćdziesiąt pomysłów na sekundę…), i w końcu po raz pierwszy zobaczyłam dokładnie to, o czym mówił pisarz i o czym mówił redaktor. Opowiadanie wymagało pracy.

Dużo pracy.

Tym razem byłam na tę pracę gotowa. Zrozumiałam, że to, co dotychczas dostawałam od znajomych i rodziny, było dla mojego pisarskiego rozwoju szkodliwe. Nie rozwijałam się, a zamiast tego pławiłam się w samozachwycie. Paradoksalnie, dobre słowa okazały sie złe.

Krytyka dobra, czyli ta dużo boleśniejsza, jednak konkretniejsza, dokładniejsza i prawdziwsza, pozwoliła mi spojrzeć na swój tekst z nowej perspektywy i odkryć w nim rzeczy, o których nie miałam pojęcia. Zrozumiałam, że kiedy czytelnik czuje się zagubiony, to nie jest to wina czytelnika. Taka krytyka pozwoliła mi zacząć pisać świadomie. Każde słowo stało się wyborem, a nie wynikiem przypływu jakiejś “weny”. Zrozumiałam też funkcje tych slów, małe i duże. Zrozumiałam, że pisanie powieści to przede wszystkim redakcja, a redakcja nie polega na poprawieniu kilku błędów stylistycznych. Redakcja jest remontem totalnym.

Minął miesiąc. Dzisiaj dostałam wiadomość od przyjaciela. Pyta, czy może mi wysłać kolejny fragment. To znaczy, ten sam, ale inny.

“Zresztą, sama zobaczysz”, mówi, a ja widze, jak Ściana zaczyna pękać.

Komentarze

Komentarze