fbpx

Jak napisać powieść?

Scroll this

Kilka lat temu zaczęłam pracę nad swoją pierwszą powieścią. Dzisiaj mogę powiedzieć, że wszystko, co wtedy wiedziałam o pisaniu okazało się być nieprawdziwe. No, prawie wszystko.

Na pewno znasz taki obrazek: Pisarz z lampką wina stuka w maszynę do pisania. Za oknem – słońce, drzewka pomarańczowe i ćwierkające ptaszki. W oddali słychać szum ciepłych, morskich fali.

W końcu nic tak nie budzi weny jak cisza, spokój i dobre, włoskie wino, nieprawdaż?

pisarz natchniony.

O ile ten obrazek znany jest każdemu pisarzowi, to nie znam żadnego, który pokiwałby głową mówiąc „tak, tak, absolutnie, to ja”. Powiedziałabym, że reakcja jest zazwyczaj ekstremalnie odwrotna.

Cyniczny uśmiech, wybuch śmiechu, lub upicie tej lampki wina, co prawda nie włoskiego, ale o procencie sugerującym, że pisarz weny rzeczywiście szukał. Czy którykolwiek z moich przyjaciół pisarzy udałby się do domku w śródziemnomorskiej samotni, aby skończyć swoją powieść? Już nawet nie zadaję tego pytania. Na samą myśl przechodzą mnie ciarki.

Jeśli istnieje filmowy obraz, który przypomina to jak wygląda proces pisania powieści, to jedynie „Lśnienie” Kubricka przychodzi mi do głowy.

to był niezwykle produktywny dzień

Co więc sprawia, że pisarz decyduje się książkę napisać, jeśli proces wiąże się z niejednym załamaniem nerwowym? I jak w ogóle zabrać się za taki proces nie kończąc jak Jack?

chociaż czasem nawet taki koniec wydaje się milszy niż siadanie do kolejnej strony powieści…

Ostatnie kilka lat pozwoliło mi zyskać perspektywę, dzięki której nie straciłam zmysłów. Ba, proces pisania jest (obecnie) niesamowicie przyjemny. Co nie oznacza, że nadal się go trochę boję…

Jeśli chcesz napisać powieść, ale same słowo „powieść” sprawia, że chowasz się pod łóżko w ucieczce przed presją, jakie ze sobą niesie (po co „powieść”? od razu nazwijmy ją twoim „dziełem życia”) – to ten artykuł pomoże Ci to zrobić. Mimo strachu, mimo złych słów i mimo gównianego pierwszego draftu. I mimo tego, że nawet jak ją skończyć, to może się okazać, że nikt jej nie wyda.

życie pisarza jest memem.

Przez ostatnie kilka lat zaobserwowałam, że proces pisania można podzielić na cztery części. W tym artykule powiem Ci, jak przetrwać każdą z nich.

ZAPOMNIJ O WENIE

Pamiętam jak dziś moment, w którym przyszedł mi do głowy pomysł na moją powieść. Właściwie to nie był pomysł, ale konkretne zdanie. Chodziło za mną przed kilka godzin jak natrętna mucha nie dając o sobie zapomnieć.

W końcu nie wytrzymałam. „Dobra, już, dobra”, powiedziałam sobie zapisując te zdanie na tyle starego rachunku. W tym samym momencie poczułam to, co często nazywane jest „weną”.

Nagle przed moimi oczami pojawił się koniec. Widziałam, gdzie moja powieść będzie, kiedy dojdę do jej końca. Bohaterowie stanęli przede mną jako skomplikowane i wielowymiarowe osobowości. Powieść pokrywała wiele tematów, otwierała dyskusje, stawiała pytania, na które nie miałam odpowiedzi. Wszystko było niesamowite. Wszystko było głębokie.

Zobaczyłam siebie podpisującą egzemplarze mojej powieści. Moich czytelników, którzy rozumieli mnie bardziej niż ktokolwiek inny na świecie. Recenzje w New Yorkerze. Najlepsza powieść roku. Najlepsza powieść dekady. Gdyby Hemingway był kobietą…nie, chrzanić Hemingwaya. Byłam jedyna w swoim rodzaju.

Tego wieczoru zaczęłam pisać swoją powieść. Pierwsza strona wylała się ze mnie jak krew z nosa. Nie musiałam się zastanawiać – po prostu szłam za słowami, które pojawiały się w mojej głowie, jedno po drugim tworząc idealne zdania. Nie wiedziałam nawet, że siedzi we mnie coś tak pilnego. Pisałam bez przerwy przez dwie godziny.

Następny dzień wyglądał podobnie. Zanim się obejrzałam, miałam za sobą pierwszy rozdział mojej powieści. Bez planu udało mi się stworzyć konflikt i przekonujące postacie. Dialogi były niezwykle realistyczne, szczegóły wyraźne i istotne. Byłam z siebie dumna.

Wszystko zaczęło się od bohaterów.

Nagle postacie, które dotychczas zachowywały się naturalnie, zaczęły brzmieć…zbyt dramatycznie. Przez jakiś czas próbowałam to ignorować, ale trudno było uniknąć irytacji. „Co za drama”, myślałam wystukując kolejne słowa. Miałam za sobą czterdzieści stron, przede mną pewnie z dwieście…Coraz częściej nie wiedziałam, o czym mam pisać.

Tak zakończyłam pierwszą fazę pisania powieści. Stanęłam dosłownie przed polem znaków zapytania. Żadna z dróg, które obrałam nie wydawała mi się wystarczająco dobra. Na widok własnej powieści ziewałam z nudów.

KAŻDE SŁOWO JEST ZŁE

Nieświadomie wkroczyłam w drugą fazę procesu pisania. O ile o powieści nie przestawałam myśleć, to z samym pisaniem było dużo gorzej. Brakowało mi pomysłów, słów, planu. Moja historia wydawała się iść w tempie umierającego osła.

Było we mnie coś, co mówiło mi, że jeśli tylko przetrwam kolejne kilka stron, to stan z pierwszych tygodni do mnie wróci. Jeśli tylko przetrwam jeszcze jeden rozdział, jeszcze jedną scenę.

Ale z każdym słowem było coraz gorzej.

Przychodziły dni, kiedy robiłam wszystko, żeby tylko nie pisać. Zaczęłam umawiać się z pisarzami, których mentoruję w godzinach, które zazwyczaj przeznaczałam pracy nad powieścią. Spędzałam coraz więcej czasu przygotowując zajęcia dla moich studentów. Prowadziłam warsztaty, napisałam e-booka. Dużo czytałam.

Udawało mi się oszukać samą siebie. Sięgając po kolejną powieść wmawiałam sobie, że tym sposobem nauczę się lepiej pisać. Z warsztatów wychodziłam szczęśliwa, spełniona, dumna. Pomogłam wielu pisarzu pokonać pisarską blokadę. W takich momentach wracałam myślami do mojej własnej powieści. Czasem otwierałam dokument i czytałam to, co już napisałam. Niby wszystko było ok, ba, niektóre fragmenty bardzo mi się podobały, ale ani razu nie udało mi się przeczytać całej strony niepoprawiwszy jakiegoś zdania.

Zaczęłam od początku.

W desperacji doszłam do wniosku, że coś jest nie tak w podstawach mojej historii. Może tam kryje się element, który pozwoli mi ponownie ją ruszyć?

Zaczęłam zmieniać słowa, zdania, sceny. Ale za każdym razem, kiedy dochodziłam do połowy odnajdywałam coś, co sprawiało, że musiałam wrócić do początku. Dodawałam nowe sceny, wyrzucałam inne. Byłam uzależniona od procesu redakcji.

Często stawałam w obronie swojego procesu, który coraz częściej był podważany przez moich przyjaciół jak też przez Scarlett, moją mentorkę. O ile przyjaciołom nie musiałam ufać, to ze Scarlett było inaczej. Sama jest autorką trzynastu powieści, więc wie doskonale, co to pisanie.

Ale nie ustępowałam, coraz częściej przywołując przykłady autorów, którzy nad swoimi dziełami pracowali ponad pięć lat. Ba, niektórym zajęły one nawet dwanaście lat. Czym był więc rok, który właśnie mi minął?

Swoją powieść znałam na pamięć, więc słowa, do których codziennie wracałam zaczęły mnie po prostu nudzić. Brakowało im oryginalności, przestały mnie zaskakiwać. Wyrzucałam je więc zastępując nowymi ekscytującymi słowami. Oczywiście nadal nie napisałam niczego nowego. Spędziłam kolejny rok poprawiając te same czterdzieści stron.


Czyż nie mówiłam, że to „Lśnienie”?

Straciłam dystans.

Nie potrafiłam powiedzieć, które sceny były dobre, a które powinnam była wyrzucić. Im dłużej czytałam swoją powieść, tym bardziej wydawała mi się ona beznadziejna. Fabuła nie szła do przodu. Dodawałam jakieś zdania, ale tylkodo fragmentów, które już istniały. Przez większość czasu ogarniał mnie absolutny strach.

Żartowałam, że jak tak dłużej pójdzie, to czeka mnie załamanie nerwowe. Nie wiedziałam, że załamanie nerwowe już dawno mnie trafiło.

Nie chcę, żeby ten artykuł zamienił się w psychoterapię, więc pominę miesiące, które straciłam dochodząc do siebie. Zresztą pewnie się domyślasz, jak wyglądało moje pisanie w tamtym okresie.

Nie wyglądało.

Nie chciałam winić powieści za stan, w jaki wpadłam. Jednak nie mogłam ignorować faktu, że moje podejście do pisania nie było całkowicie niewinne.

O ile samo pisanie nie jest odpowiedzialne za załamanie nerwowe, to właśnie w pisaniu odnalazłam przestrzeń do praktykowania wszystkich najgorszych zachowań. Perfekcjonizm, obsesja na punkcie kontroli, dążenie do nieosiągalnego, poczucie wiecznego rozczarowania oraz całkowite zaślepienie. Przez dwa lata byłam pewna, że to wszystko sprawi, że moja powieść będzie doskonała. Prawda okazała się zupełnie inna

NAPISZESZ LEPSZĄ KSIĄŻKĘ

Po tym jak zaprzyjaźniłam się z Jungiem i poznałam wszystkie rodzaje buddyjskich praktyk medytacyjnych, moje życie stało się lepsze. Zaczęłam ufać sobie. Pozwalałam sobie zrezygnować z projektów, przy których się męczyłam i skupić się na rzeczach, które były dla mnie ważne. Stworzyłam rutynę, której przestrzegałam jak wieczornego pacierza. Szklanka wody rano, medytacja, kawa z pamiętnikiem.

Na uniwersytecie i Powieściologii szło mi świetnie. Pomagałam pisarzom w każdym wieku znaleźć swój głos, swoją historię. Często pytali mnie o moją powieść. Minęły cztery miesiące, a ja nie napisałam ani jednego słowa.

Mimo to, czułam się świetnie. Miałam w sobie jakiś nowy spokój, brałam dzień po dniu nie przywiazując się do katastroficznych wizji przyszłości. Medytacja prowadziła mnie przez kolejne wyzwania i mimo tego, że nie miałam idealnych rozwiązań dla wszystkich problemów, to było całkiem ok.

Pewnego dnia przyszło do mnie zdanie. Postanowiłam je zapisać i w tym samym momencie miałam już kolejne. W ciągu kilku godzin napisałam trzy strony czegoś, co wyglądało na opowiadanie. Zupełnie niezwiązane z powieścią, a jednak moje.

Następnego dnia wróciłam do opowiadania. Po tygodniu udało mi się je skończyć. To był jeden z najszczęśliwszych dni mojego życia. Po raz pierwszy od kilkunastu lat udało mi się doprowadzić historię do końca.

Opowiadanie nie było doskonałe. Kiedy tydzień później zaczęłam proces redakcji, okazało się, że muszę je zupełnie przepisać. Mimo to spędziłam kolejnych kilka dni czytając i redagując każdą scenę, każde zdanie. W końcu usiadłam przed skończonym drugim draftem.

To nie tak, że na opowiadaniu mi nie zależało, ale nie czułam tej samej presji, która towarzyszyła mi przy pisaniu powieści. Nie zależało mi na tym, żeby ktokolwiek je wydał. Pewnie, chciałam je komuś przeczytać, ale przede wszystkim chciałam doprowadzić je do stanu, w którym historia będzie wystarczająco dobra. Nie doskonała – WYSTARCZAJĄCO DOBRA.

To zaskakujące, że nagle wiedziałam, co to znaczy. Przez całe życie próbowałam tworzyć rzeczy idealne. Idealne bowiem było po prostu standartem do osiągnięcia. Wszystko inne wydawało mi się stratą czasu. Co więc sprawiło, że tym razem czułam zdrową satysfakcję? Jak z pisarza sparaliżowanego na samą myśl o pisaniu zmieniłam się w pisarza, który pisanie kocha?

PISANIE JEST TRUDNE…I PROSTE

Kiedy skończyłam drugie opowiadanie, przyszła do mnie scena. Tym razem jednak brzmiała niezwykle znajomo.

Po sześciu miesiącach od ostatniego otwarcia, usiadłam przed manuskryptem mojej powieści.

Zaczęłam czytać.

Po kilku minutach poczułam coś, czego nie czułam od kiedy napisałam pierwsze strony mojej powieści: zainteresowanie.

Miałam w sobie dużo strachu, ale tym razem strach nie wypełnił mnie całkowicie. Znalazł swoje miejscu gdzieś w środku, ale oprócz niego byłam w stanie dostrzec inne emocje. Pozwoliłam więc dać im przestrzeń. Zamiast idąc głosem strachu, zdecydowałam się porozmawiać z innymi głosami: co mówi ten głos, który jest po prostu ciekawy, czym moja powieść mogłaby się stać? Co mówi głos, który chce się po prostu dobrze bawić? A co ten, który chce eksperymentować?

STRACH NIGDY NIE ZNIKNĄŁ, ALE PRZESIADŁ SIĘ NA SIEDZENIE PASAŻERA. I TO TEGO TROCHĘ Z TYŁU, KTÓREGO NIKT NIE SŁUCHA.

Mijały kolejne tygodnie, a ja zanużałam się coraz głębiej w moją powieść. Porzuciłam otwieranie nowych dokumentów, w których pracowałam nad kolejnymi stronami. Dotychczas ta praktyka pozwalała mi uniknąć „splamienia” świętości najlepszego manuskryptu. Tym razem jednak zdecydowałam się pisać w moim głównym drafcie. Po najlepszych słowach miałam najgorsze słowa i ten brak hierarchii okazał się być niezwykle ważny w radzeniu sobie ze strachem.

Dosłownie zdetronizowałam moją powieść.

Uświadomiłam sobie, że przez ostatnie lata żyłam w iluzji. Moja powieść miała być arcydziełem mojego życia, moją najważniejszą pracą, powodem, dla którego mogłam żyć. Mój związek z pisaniem przypominał trochę pierwsze miesiące romantycznego związku. Moja powieść była tak doskonała, że nikt na nią nie zasługiwał. Nawet jej autorka.

Po jakimś czasie powieść zaczęła wymagać ode mnie coraz więcej. Nie tlko dobrych zdań, ale zdań tak doskonałych i oryginalnych, że były one niemożliwe do napisania. Bałam się do niej podejść, bo bałam się, że nie będę mogła jej dać tego, co pragnie. I wtedy po prostu historia, której poświęciłam wszystko zwyczajnie mnie porzuci.

Co pomogło?

Jak zawsze – głos innego pisarza.

George Saunders jest w moich oczach mesjaszem literatury. Jego podejście do pisania – religią, której chcę się oddać. Miałam niezwykłą okazję spędzić dziesięć dni na zapierającej dech wyspie Patmos, w Grecji ucząc się pisania pod jego okiem. To była też okazja, żeby zadać mu pytanie, które dręczyło mnie najbardziej.

Co robić ze strachem?

Opowiedziałam George’owi o mojej podróży. O fazach, jakie przeszłam. O załamaniu, strachu, wątpliwościach. I o tym, że często po prostu boję się, że nie jestem wystarczająco dobra dla swojej powieści.

George jest buddystą. Jego życie opiera się na empatii, słuchaniu, miłości. Okazało się, że w swoim podejściu do pisania skupia się na tych samych wartościach.

„Strach nigdy nie zniknie”, powiedział George, „ale jeśli do pisania podejdziesz ze skromnością, to nie strach nie będzie miał znaczenia.”

Przez kolejne kilka dni wracaliśmy do tematu skromności. Zamiast nazywać powieść dziełem swojego życia, porównywać się do największych autorów – George sugeruje coś w stylu: „Hej, napisałem coś takiego – nie wiem, czy to dobre czy złe, ale może coś w tym jest, więc chciałem się podzielić”.

Skromnie. Bez oczekiwań. Bez wywierania presji.

Powieść nie ma na celu pokazania wszystkim, że jesteś najlepszym pisarzem na świecie. Nie jest powodem, dla którego zasługujesz na miejsce na świecie. Dostałeś jakiś talent, jakiś dar od życia, jakąś historię. Twoim obowiązkiem jest się tym darem podzielić. Chojnie. Ze skromnością.

PISANIE JEST CZYMŚ WIĘCEJ NIŻ MOŻESZ TO SOBIE WYOBRAZIĆ

Kiedy pozwalam sobie cieszyć się pisaniem; kiedy przestaję reagować na złośliwe odzywki krytyka siedzącego w mojej głowie; kiedy moim jedynym celem jest opowiedzieć historię NAJLEPIEJ JAK POTRAFIĘ – wtedy moja powieść zaczyna mnie zaskakiwać.

George Saunders mówi, że pisanie czyni nas lepszymi ludźmi i kiedy pozwalam sobie na wszystko to, co wyżej wymieniłam – widzę, że to prawda.

Pisanie pozwala mi spojrzeć na świat nowymi oczami – pełnymi empatii, miłości i zrozumienia. Staję się ciekawa. Zaczynam dawać uwagę szczegółom. Każdy moment w moim życiu, nawet ten najtrudniejszy – staje się ważny. Jestem zdecydowanie lepszym człowiekiem.

Kiedy ktoś pyta mnie o to, jak napisać powieść – zaczynam od słów George’a Saundersa. Zaakceptuj strach, niepewność, wątpliwości. Uwierz, że brak określonej drogi jest częścią Twojej podróży. Zaufaj, że jest w Tobie coś większego, coś lepszego, co sprawi, że napiszesz powieść, jakiej nigdy nie mógłbyś przewidzieć, a która jest jednocześnie wynikiem wszystkich Twoich doświadczeń i obserwacji. Bądź cierpliwy. Słuchaj uważnie. I przede wszystkim NIE PANIKUJ.

Wracaj do tego jak do mantry za każdym razem, kiedy głos krytyka odezwie się ponownie. A będzie na pewno odzywał się nieraz. Wszystko będzie dobrze.

PIERWSZY DRAFT ISTNIEJE PO TO, ŻEBYŚ ODKRYŁ/A FABUŁĘ SWOJEJ POWIEŚCI

Teraz wiesz, co Cię czeka – chociaż niezależnie od tego jak wiele czasu poświęciłam opisując każdą z Czterech Faz Pisania, tak naprawdę nigdy nie będziesz na to do końca gotowy/a. To tak jak z rollercoasterem – żadne opowieści nie są w stanie oddać tego, jak poczujesz się w rzeczywistości.

Mimo to obiecałam Ci, że przeprowadzę Cię jak najbezpieczniej przez kolejne fazy pisania. Zacznijmy więc od pierwszego draftu.

Właśnie trafiła w Ciebie strzała muzy. Jesteś zakochany w swoim pomyśle, poświęcasz mu mnóstwo czasu, poznajesz bohaterów, widzisz przed sobą sławę i pieniądze. To wszystko jest jak najbardziej w porządku, ale w pewnym momencie poczujesz się zagubiony.

Dlatego tworząc pierwszy draft swojej powieści musisz stworzyć plan pisania.

Nie chodzi o plan, w którym wyznaczysz wszystkie punkty fabularne, jakie musisz zaliczyć. Chodzi o plan, który pozwoli Ci stworzyć przestrzeń dla pisania pięć razy w tygodniu.

Na początku będzie to niezwykle łatwe, ale z czasem pojawią się pierwsze trudności. Brak weny, złe zdania, lepszy pomysł na powieść. Dlatego musisz zaufać planowi, nawet jeśli wydaje Ci się, że przyjdzie lepszy dzień.

KIEDY NIE MOŻESZ PISAĆ, TO PISZ O (NIE)PISANIU

Wraz z pierwszą stroną powieści zacznij pierwszą stronę w swoim nowym pamiętniczku. To będzie Twój spowiednik podczas całego procesu pisania. Oprócz sukcesów i wątpliwości, będziesz mógł się z nim podzielić wszystkimi pomysłami, jakie przyjdą Ci do głowy. Trafi tu każde zdanie, każde słowo, każda scena, dla której nie masz miejsca w powieści.

To tu opiszesz swoich bohaterów i porozmawiasz z nimi o pierdołach. Wszystko to, czego nie widzi Twój czytelnik trafi do tego pamiętniczka.

Nie jestem pewna, czy wytrzymałabym tak długo w pisarskiej samotni, gdyby nie mój pamiętniczek. Zdrabniam te słowo nie bez powodu – nie chciałabym, żeby ktokolwiek inny poznał jego wartość. Jest ona absolutnie nieoceniona.Na kartkach mojego pamiętnika po raz pierwszy

To na kartkach tego pamiętnika po raz pierwszy poznaję swoich bohaterów.

Wiele powieści zaczyna się od głosu. Ktoś do nas mówi i zanim jeszcze nadamy mu imię, wiemy, że jest to nasz główny bohater. Często zaczyna od jakiegoś problemu. Zwierza nam się z czegoś, co nie do końca mu pasuje. Czasem ten konflikt można rozwiązać jednym pytaniem, innym razem okazuje się on motorem fabuły naszej powieści.

Niektórzy z nas mają wizualną wyobraźnię. Widzą przed sobą całą postać: kolor oczu, konkretną budowę ciała, styl ubioru. Jeśli jesteś jednym z tych autorów, to nie bój się poszukać w internecie zdjęć aktorów, którzy przypominają Ci Twojego bohatera. Albo nawet go narysuj.

Cześć. Mam na imię X i będę Twoją główną postacią.

Będę szczera – nie mam pojęcia, jak wyglądają moje postacie. Zazwyczaj więc ten punkt kompletnie omijam i skupiam się na wszystkich innych aspektach ich życia.

WSZYSTKICH.

Kiedy już znam swoją postać na wylot, zadaję jej pytanie, dzięki któremu będę mogła stworzyć fabułę mojej powieści.

JAKI JEST TWÓJ PROBLEM?

Okaże się, że Twój bohater ma mnóstwo problemów, ale będzie jeden, który wyjątkowo nie daje mu ostatnio spać.

Taki problem nazywam problemem PILNYM (z ang. urgent). To oznacza, że ma on wpływ na mojego bohatera w tym momencie i jeśli nie zostanie natychmiast rozwiązany, stanie się coś dużo straszniejszego niż to, co bohater właśnie przeżywa. Kiedyś na Powieściologii umieściłam taki obrazek:

Takie kwiatki

Aby stworzyć historię, od której czytelnik nie będzie mógł się oderwać potrzebujesz PILNEGO KONFLIKTU, z którym bohater musi się zmierzyć właśnie TERAZ. Daj mu coś do stracenia – coś niezwykle ważnego. Pokaż, jak bierze sprawy w swoje ręce. Każ mu coś poświęcić. Zmuś go, żeby wyszedł ze swojej strefy komfortu. Generalnie – utrudnij mu zycie. Dla jego własnego dobra.



Wszystkie historie rodzą się z obaw i pragnień naszych bohaterów. Stworzyłam e-booka, w którym mówię więcej o tym, jak stworzyć fabułę powieści wsłuchując się w głos postaci. Jest tam też kilka ćwiczeń, które pozwolą Ci wyciągnąć z bohatera wszystko, czego potrzebujesz, aby zbudować silną relację między nim a Twoim czytelnikiem. Te ćwiczenia wyprowadziły mnie z najciemniejszych lasów…

Ale będą takie dni, kiedy poczujesz się zagubiony. Nie będziesz miał pomysłu na rozwiązanie jakiejś sceny, wpadniesz w pisarskie bagno.

Wtedy otwórz swój pisarski pamiętniczek i przeprowadź Mały Wywiad ze Swoją Historią. Oto niektóre z pytań, jakie sobie stawiam, kiedy zapada mrok.

Jaki jest cel tej sceny? Dlaczego jest ważna? Co jest w niej najważniejszym konfliktem?

Jacy bohaterowie pojawiają się w tej scenie? Czy każdy z nich jest bezpośrednio zaangażowany w konflikt? Jaki wpływ będzie miała ta scena na późniejsze życia tych poszczególnych bohaterów? Co się stanie, jeśli któregoś z nich usunę?

Czy kolejna scena jest ważniejsza od tej, którą obecnie piszę? Czy mogę od razu do niej przejść?

Jakie informacje musi posiadać czytelnik, żeby zrozumieć powagę tej sceny? Co mogą stracić bohaterowie? Co zmieni się tymczasowo, a co już nigdy nie będzie takie samo?

Kiedy odpowiadam na te pytania, w mojej głowie zaczyna klarować się jakiś obraz. Przychodzą mi nowe rozwiązania. Czasem okazuje się nawet, że nie ma sensu poświęcać czasu danej scenie i najlepiej od razu przejść dalej.

Wiele razy też odkrywam, że mam za dużo postaci. Nie wszyscy, którzy występują w pierwszej wersji sceny mają coś do powiedzenia.

Oczywiście, usuwanie postaci jest odważnym i radykalnym krokiem. Ale często scena robi się dużo gorętsza, kiedy ma miejsce między bezpośrednio zaangażowanymi postaciami.

W KOŃCU DOJDZIESZ DO KOŃCA PIERWSZEGO DRAFTU. OKAŻE SIĘ WTEDY, ŻE TWOJA HISTORIA JEST ZUPEŁNIE INDZIEJ NIŻ MYŚLAŁEŚ.

Wróć wtedy do naszej pisarskiej mantry: NIE PANIKUJ.

Tak jak mówiłam, pierwszy draft istnieje po to, abyś odkrył, co jest historią Twojej powieści.

Okaże się, że historia jest dużo ciekawsza, głębsza i bardziej skomplikowana niż Ci się wydawało. Gratulacje! Twoja powieść okazała się być większa niż Ty sam.

Teraz pora usiąść do drugiego draftu. Ten proces będzie zupełnie inny, ale narzędzia, jakie Ci dałam pozwolą Ci go przeżyć. Nie wyrzucaj pamiętnika. Właśnie teraz okaże się on najważniejszy. Pamiętaj o tych WYWIADZIE ZE SWOJĄ HISTORIĄ. Te pytania pozwolą Ci znaleźć te wszystkie momenty, w których coś jest nie tak; momenty, które mogą odciągnąć Twojego potencjalnego czytelnika od powieści.

Teraz nadszedł czas, byś nałożył okulary redaktora i spojrzał na powieść innym okiem. Okiem krytycznym, ale uprzejmym. Pamiętaj o swoim celu: chcesz, żeby Twoja powieść została wydana. Dlatego nie krzycz na siebie, nie wyżywaj się na złych zdaniach. Bądź profesjonalny, rzeczowy, i przede wszystkim motywujący. Będziesz potrzebował dużo wsparcia, żeby zredagować swój pierwszy manuskrypt.

CIERPLIWOŚĆ, OTWARTOŚĆ, ODWAGA

Trzy słowa, które pozwolą Ci przetrwać cztery fazy procesu pisania powieści. To dzięki nim będziesz mógł rozwijać swój warsztat i zrozumieć znaczenie poszczególnych elementów powieści: bohaterów, dialogów, opisów, stylu i narracji.

Pisarz cierpliwy to taki, który nie poddaje się, gdy opuszcza go wena. To pisarz, który ma zaufanie do siebie i wierzy, że po zły dniu zawsze przychodzi dzień lepszy, ale tylko kiedy w pełni odda się procesowi pisania.

Pisarz otwarty to taki, który słucha. To ktoś, kto widząc złe zdanie, złą scenę, niepotrzebną postać nie rzuca wszystkiego w cholerę wyrywając sobie włosy z głowy; a zamiast tego próbuje znaleźć lepsze rozwiązanie. Takie, które służy historii, a nie jego ego. To też pisarz, który rozumie, że historia będzie szła swoim własnym tempem, swoją własną drogą. My jesteśmy po to,żeby uważnie jej się przyglądać i żeby przekazać ją czytelnikowi najlepiej jak to potrafimy.

Pisarz odważny to taki, który siada do swojej powieści niezależnie od tego, czy wie, co ma pisać danego dnia. To pisarz, który mimo załań nerwowych, wraca do swojej powieści po raz kolejny próbując znaleźć sposób, by podejść do niej z miłością. To pisarz, który po ukończeniu pierwszego draftu, odkłada go na bok i daje sobie odetchnąć. Bo łatwo jest ulec presji, desperacji i marzeniom o wielkiej sławie. Ale trudno jest być pisarzem, który chce jak najlepiej dla tej pięknej i ważnej historii, która z jakiegoś powodu do niego przyszła.

Bądź tym pisarzem.




Komentarze

Komentarze