fbpx

Jak napisać dobrą książkę, kiedy masz konkretny termin?

Scroll this

Kilka dni temu dostałam wiadomość od jednego z pisarzy na Powieściologii. X pracuje właśnie nad scenariuszem do gry i wszystko byłoby fajnie i inspirująco, gdyby nie termim. Ba, właściwie sam termin nie byłby takim problemem, gdyby nie szedł w parze z presją odbiorców. Projekt nie tylko ma być skończony na czas, ale musi być też bardzo dobry.

Często na Powieściologii mówię o tym, jak historia idzie swoim własnym tempem, w swoim własnym kierunku, a my musimy wiernie i cierpliwie ją śledzić. Jednak nie każdy pisarz może pozwolić sobie na taki luksus i…szczerze powiedziawszy taki luksus może naszą powieść rozleniwić. Mam kilku przyjaciół, którzy w pewnym momencie zdecydowali się rzucić wszystko i zająć się jedynie pisaniem – po kilku miesiącach mieli mniej stron niż ich znajomi, którzy nie zrezygnowali z innych zajęć.

Sama prowadzę Powieściologię, wykładam na uczelni, oraz redaguję teksty innych pisarzy. Oprócz tego robię doktorat z Kreatywnego Pisania, a moją pracą zaliczeniową jest właśnie moja powieść. Te ograniczenia wywierają na mnie presję. Mam konkretny termin, mało czasu i wysoki próg do przeskoczenia.

Niestety, kreatywność bywa zawodna. Są dni, kiedy pisze mi się świetnie, ale większość dni bywa prawdziwą udręką. Siadam przed kartką papieru i po prostu nie mam pojęcia, co z nią robić. Walczę z bohaterami, którzy są bierni i leniwi. A zegar tyka tyk tyk…

Przez ostatnie kilka lat miałam kilka terminów, które decydowały o mojej przyszłości. I o ile nie udało mi się nigdy przeżyć ich bezstresowo, to pozwoliły mi one znaleźć sposób, żeby wysokiej jakości tekst dostarczyć w określonym czasie.

Stwórz plan, a potem kolejny…i jeszcze jeden

Termin już masz. Powiedzmy, że musisz skończyć pierwszy draft swojej powieści za miesiąć. Obecnie jesteś na pierwszej stronie. Dni jest trzydzieści, do końca książki zostało Ci 300 stron. To oznacza, że musisz pisać 10 stron dziennie i…

O ile warto mieć wyraźny cel, to na pewno wiesz, że życie potrafi zaskakiwać. Sama nieraz próbowałam pisać codziennie, co działało przez tydzień, może dwa. Po jakimś czasie zawsze pojawiał się jakiś nieprzewidywalny problem. Albo działo się coś fajnego, co też powstrzymywało mnie przed samotnym siedzeniem nad kartką papieru.

Pisanie codziennie nie jest trudne, ale powrót do pisania po nieprzewidzianej przerwie bywa niemożliwy do zniesienia. W tamtym tygodniu odwiedził mnie przyjaciel z Patmos. Było super. Nie żałuję ani sekundy z nim spędzonej. Ale kiedy dzisiaj usiadłam do swojej powieści, już po dwóch minutach zeżarłam wszystkie paznokcie. Poczułam ogromne rozczarowanie: nie tylko dlatego, że tekst, nad jakim pracowałam okazał się słaby (jak na pierwszy draft przystało), ale dlatego, że po raz kolejny nie udało mi się pisać codziennie.

Na szczęście szybko przypomniałam sobie, że moja obietnica była inna. Otworzyłam kalendarz i przeanalizowałam nadchodzący tydzień. Moim nowym zadaniem było dopasować swój pisarski plan: do pozostałych planów, ale też do mojego obecnego samopoczucia.

Kreatywność w dużej mierze zależy od tego, jak się dzisiaj czuję. Jeśli pokłóciłam się ze swoim chłopakiem, to trudno będzie mi się skupić na czymś innym. Jeśli czuję panikę na myśl o przyszłym tygodniu, to pomysłów na nowe fabularne rozwiązania może być niewiele.

Ale te życiowe stresy nie mogą całkowicie powstrzymać mnie przed pisaniem. Wykorzystuję więc momenty słabości na PLANOWANIE MOJEJ POWIEŚCI.

Robię to RĘCZNIE. Zamiast otwierać kolejny dokument w Wordzie, siadam do biurka i otwieram mój pamiętnik. Może to dlatego, że siedząc przy komputerze czuję się wiecznie obserwowana. To nie pomaga mi zaakceptować błędów i potyczek, jakich czeka mnie wiele. Przy komputerze często gapię się przez długi czas w pustą przestrzeń, co kilka minut odwiedzając facebooka. Kiedy natomiast mam przed sobą swój pamiętnik, nie czuję presji performancu.

Dzielę stronę w pamiętniku na dwie części. Po lewej stronie piszę wszystko, co wiem/pamiętam o fabule mojej książki. Co się w niej dzieje scena po scenie?

Po prawej stronie wypisuję wszystkie pytania, jakie może mieć czytelnik widząc każdą z tych scen

Taka tabelka pozwala mi spojrzeć na mój tekst świeżym i zainteresowanym okiem. Często okazuje się, że napisałam sceny, które do niczego nie prowadzą; albo sceny, o których konsekwencjach zapomniałam. Wypisując wydarzenia wraz z potencjalnymi pytaniami, widzę milion nowych dróg, którymi mogę się przejść.

Kiedy wydaje mi się, że już nic z mojej książki nie wyciągnę, takie pytania zawsze zwracają moją uwagę na rzeczy, które przeoczyłam.

Wiem, wiem…masz mało czasu i musisz w końcu coś napisać. Planowanie planowaniem, ale gdzie jest te 300 stron?

Często panikuję, kiedy dziesiąta rano nagle zmienia się w czternastą. Ale co jeśli Ci powiem, że Twoja pracocholiczna doba nie kończy się, kiedy idziesz spać?

Od jakiegoś czasu eksperymentuję ze snem. To znaczy, nadal sypiam siedem godzin każdej nocy, ale wykorzystuję ten czas nie tylko po to, by zregenerować moje ciało.

O ile jest mnóstwo researchu, który potwierdza, że w śnie rozwiązujemy mnóstwo problemów, to nie znam zbyt wielu osób, które świadomie ten czas wykorzystują. Kilka miesięcy temu postanowiłam, że każdej nocy zaraz przed zgaszeniem światła będę na kartce papieru zapisywać pytanie, z jakim nie udało mi się tego dnia zmierzyć. Większość tych pytań dotyczy mojej powieści.

O ile na początku te pytania były bardzo ogólnikowe (notoryczne rozpaczanie nad tym, że po prostu nie wiem, co mam pisać), to po jakimś czasie stały się konkretne i pilne. „Co dalej?” zaczęło przekształcać się w „Kiedy najlepiej wprowadzić tę postać?”; „Jak przejść z punktu X do Y?” zamieniło się w „Jakie szczegóły otoczenia są teraz istotne?”

Ale co najważniejsze…odpowiedzi zaczęły do mnie przychodzić.

Okazało się, że moja podświadomość naprawdę ciężko pracowała każdej nocy i następnego dnia miałam już zarys jakiś odpowiedzi. Co więcej, miałam też więcej pewności siebie, co sprawiło, że mniej panikowałam. Kiedy nie wiedziałam, co dalej, potrafiłam dać sobie jeszcze jedną noc. Zresztą, czemu w ogóle mówię o tym w czasie przeszłym? Tę metodę stosuję nadal!

Nie Panikuj!

Zostało Ci kilka dni, a powieść jest jeszcze gorąca. Właściwie nie wiesz, jak się nazywasz, a słowo „termin” jest jedynym, które pamiętasz. Patrzysz na niebo i wydaje Ci się, że wszystko zaraz runie. Wypijasz kolejną kawę. Prawdopodobnie trzynastą. Jest dziewiąta rano. Pora zacząć kolejny dzień.

Wiem, co to stres.

Właściwie „stres” mógłby być moim bratem bliźniakiem. Jesteśmy nierozłączni i czasem wydaje mi się, że bez stresu nie byłabym sobą.

Niektórzy mówią, że stres bywa dobry, ale wydaje mi się, że łatwo te słowo pomylić z innym, przyjemniejszym słowem – motywacja. Nie było jeszcze takiej rzeczy, którą osiągnęłabym DZIĘKI stresowi. Natomiast wiele zrobiłam, MIMO TEGO, że umierałam ze stresu.

Ale to normalne.

Każdy w Twojej sytuacji byłby zdenerowany. I wiem, że może Ci się wydawać, że najlepszym rozwiązaniem w stresującej sytuacji jest…pracować więcej i ciężej. Ale zaufaj mi, ponieważ ta informacja jest mi przekazywana jak dżuma: teraz jest pora, żebyś odpoczął/odpoczęła.

Pisanie w terminie sprawia, że zapominamy o najważniejszym: powodzie, dla którego w ogóle piszemy.

Niestety w rezultacie, pisanie staje się straszne, nieprzyjemne i powodujące ból brzucha. To hamuje kreatywność i prowadzi do załamania nerwowego. Nie żartuję. Załamanie nerwowe to część mojej pociesznej rodziny.

Dlatego właśnie w tym momencie, kiedy wydaje Ci się, że nie powinieneś odpocząć – odpocznij. I nie na zasadzie – odpoczywam ciągle myśląc o pracy, ale tak naprawdę. Wyjedź na wioskę, przejdź się po parku, zagraj w piłkę ze znajomymi, obejrzyj film w kinie, zrób pizzę, weź kąpiel i wycałuj kota. ODPOCZNIJ.

O ile w tej sytuacji wydaje Ci się to paradoksalne, to obiecuję Ci, że przerwy są niesamowicie produktywne. Twój umysł regeneruje się i jest gotowy stanąć do nowych wyzwań. Regularne przerwy karmią kreatywność, a kreatywność jest nam teraz absolutnie niezbędna.

Temat pisania pod termin jest mi niesamowicie bliski, ponieważ zawaliłam wiele terminów. Jeszcze więcej terminów udało mi się zaliczyć, więc obecnie, kiedy czeka mnie kolejny, boję się trochę mniej.

Postanowiłam poświęcić mu trochę więcej czasu i nagrać livestream dla patronów, w którym o nim mówię. Aby dostać dożywotni dostęp do livestreamu, który odbędzie się 26.07.2019, oraz wszystkiego innego, co dostają moi patroni – wejdź tutaj, aby mnie wesprzeć.


Komentarze

Komentarze

Submit a comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *